Słońce, błękit nieba, śnieg i my na zimowisku w Lądku Zdroju. Zdecydowanie przyśpieszamy. Dzieje się dużo i szybko. Rano bezpośrednio po śniadaniu ruszamy na stok.
Narciarze i saneczkarze. Ci pierwsi odnoszą sukces. Są warunki do jazdy na nartach. Saneczkarze niestety nie mają tyle szczęścia. Stoki saneczkowe i nie są naśnieżone więc zmiana planów. Ruszamy na spacer w nieznane, przez pola i łąki. ciepłe promienie słońca na bezchmurnym niebie dodają sił i napawają optymizmem. Tymczasem narciarze są już na stoku podzieleni na dwie ekipy, początkujących
i zaawansowanych. Pod bacznym okiem instruktora Pana Przemka uczymy się jeździć. „Jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz” – brzmi nam w uszach. Jest super. Popołudnie niesie kolejną atrakcję – wyjście na basen. Idziemy do Zdroju Wojciech, obiektu wybudowanego nad bijącym źródłem gorącej wody mineralnej. Bryła budynku jest wzorowana na planach łaźni tureckiej. W basenie możemy odpocząć
i odprężyć się. W termalnej wodzie wszyscy regenerują swoje nadwątlone siły. Pływanie pod kopułą przy dźwięku skrzypiec robi wrażenie. Wieczór przynosi Walentynki. Na początek mały turniej między dziewczynami i chłopakami – kto zaśpiewa więcej znanych piosenek o miłości i płci przeciwnej. Obie strony są bardzo zaangażowane w rozgrywkę i walczą zawzięcie. Turniej kończy się remisem ponieważ repertuar obydwu stron jest niewyczerpany. kolejnym punktem wieczoru jest prezentacja walentynkowa pięciu zespołów. Na wszystkich robi wrażenie występ Marcina i solówka Pana Jakuba reprezentującego kadrę. Następnie Kinga bawi się w listonosza i przekazuje walentynkową korespondencję. Na koniec walentynkowa dyskoteka dla tych, którzy jeszcze mają siłę na zabawę.


















































































































