Kolejny dzień zimowiska zaczął się od telefonu. Gdy kierownik zimowiska Druh Piotr podniósł słuchawkę usłyszał kobiecy głos: – Dzień dobry tu Sanepid, informujemy Księdza, że jedziemy na zimowisko na kontrolę. Proszę przygotować dokumenty. No to ładnie, barwa głosu Druha znów płata figle. Po śniadaniu ruszamy w dwóch grupach. Narciarze z Druhem na stok, a pozostali z Panią Lucynką i Panią Alą na górską wyprawę. Na stoku czeka na nas instruktor narciarski Pan Przemysław. Zaczynamy szkolenie. Warunki bardzo dobre i nawet wyszło słońce. Narciarze jeżdżą coraz lepiej i wszyscy korzystają już z wyciągów. Tymczasem grupa Pani Lucynki i Ali kieruje się do wyciągu krzesełkowego. Dobrani w czteroosobowe zespoły szybujemy ponad stokiem i szusującymi narciarzami. Niestety nie ma z nami Druha i jego aparatu. Szkoda! Wszystkiego się mieć nie można. Ponad wyciągiem na szczycie zaskakuje nas duża ilość śniegu i trudne warunki do marszu. Dla naszej ekipy nie jest to jednak problem tylko kolejne wyzwanie. Dajemy radę i bez strat wracamy pieszo w dół. Nagrodą za trudy jest słodka, chwila przy gorącej czekoladzie i gofrach, co zostaje uwiecznione na zdjęciach. Po powrocie do miejsca zakwaterowania dowiadujemy się, że kontrola sanepidu wypadła pozytywnie. Po ciszy poobiedniej ruszamy zwiedzać centrum uzdrowiska Lądek Zdrój i poznać jego historię. Jesteśmy na moście, który w czasie powodzi w lipcu 1997 roku znalazł się pod wodą. Mijamy budynki sanatoryjne i zabytkowe obiekty zdrojowe. Ponieważ robi się coraz zimniej i czujemy zmęczenie robimy sobie przerwę w stylowej cukierni w centrum zdroju. Wieczorem by zregenerować nadwątlone siły ruszamy na termalny basen do Zdroju Wojciech. Woda jest bajecznie ciepła i czujemy jak wracają nam siły. Dzień kończymy telefonem do pizzerii. Największą uciechę ma Marceli, który prosi by go sfotografować z zamówionymi siedmioma pizzami.








































































































